Co u Jolki Sip ? Wydała płytę.

Co u Jolki Sip? Wydała płytę.

Pierwsze wrażenie po włożeniu płyty do odtwarzacza to świeżość brzmienia. Zasługa w tym zarówno muzyków jak i realizatora nagrań – Piotra Bańki, a także samego studia „Hendrix” w Lublinie. Zespół Joli stanowili wówczas koledzy z Lubelskiej Federacji Bardów, ci „starzy”: Paweł Odorowicz – altówka, aranżacje i Piotr Selim – instrumenty klawiszowe oraz ci nowsi: Tomasz Deutryk – perkusja i Krzysztof Nowak – gitara basowa. Rodzynkiem spoza LFB był gitarzysta Wojtek Cugowski, z wolna rozpędzający karierę swojego (i brata Piotra) zespołu „Bracia” i mający jeszcze sporo czasu na granie w różnych lubelskich projektach (m.in. z Markiem Dyjakiem i Federacją). Jest w tym pewnego rodzaju symetria, gdyż obecnie w zespole Joli właśnie tylko gitarzysta – Piotr Bogutyn – jest muzykiem pojawiającym się także w szeregach Federacji.

Lwią część repertuaru płyty stworzył Jan Kondrak i to słychać jeśli jest się choć trochę osłuchanym z twórczością tego artysty. Rockowy skład zespołu i nowoczesne, momentami ostre aranżacje nie są w stanie zatrzeć charakterystycznego stylu muzyki. Wręcz przeciwnie, za sprawą altówki Pawła Odorowicza, wieloletniego muzyka Federacji, obecnego także na solowej płycie Jana „Romanse Ballady” – tę „kondrakowość” podkreślają. Zwłaszcza w utworach takich jak „Zaproszenie do piosenki” czy „Anioł u poduszki”, o długich, rozlewnych frazach – bez trudu można wyobrazić sobie głos Jana Kondraka.
Muzyka jest mocno zróżnicowana, nie brak spokojnych, balladowych piosenek, spośród których wyróżniam „Kołysankę starowinkę” z partiami fortepianu i gitary kojarzącymi się z „Dżemem” spod znaku „Snu o Victorii” i „Do kołyski”. Pięknej muzyce towarzyszy przejmujący tekst o starości i odtrąceniu przez rodzinę. Do grupy tej należy także tytułowa „A poza tym…”, w której zwraca uwagę ciekawa praca perkusji Tomka Deutryka, a także wspaniała „Barmaniola”, oparta na powolnych dźwiękach basu, z efektownymi wejściami gitary i altówki. Wspomniany „Anioł u poduszki” rozpoczyna się odgłosami burzy i deszczu spod znaku „Riders of the storm”, dalej Piotr Selim czaruje syntetycznymi brzmieniami, a Wojtek Cugowski – efektem wah-wah. Na tym tle Jola snuje swą „modlitwę” do anioła stróża. Od strony „technicznej” tekst wyróżnia się nietypową konstrukcją, z rymami „abba” i dla mnie przynajmniej jest to dość istotny wyróżnik, wzmagający chęć zapoznania się z tekstem.
Obecność altówki oraz fakt, że Piotr Selim często posługuje się brzmieniem fortepianu, sprawiają, że brzmienie płyty jest naturalne, niemniej w jednym z utworów („Ballada przedpokojowa”) muzycy pozwolili sobie na eksperyment z brzmieniem, przetwarzając dźwięk perkusji oraz śpiew wokalistki, na tle których naturalnie niskie brzmienie altówki zabrzmiało także elektronicznie. Zabieg ciekawy, pasujący do leniwej melodii utworu, choć należy odnotować, że efektem ubocznym stało się zbliżenie maniery śpiewu Joli do tej, jaką reprezentuje Renata Przemyk. To samo spostrzeżenie nasuwa się w utworze „Chodź do mnie wodo”, chociaż dotyczy to tylko początku utworu, w dalszej jego części Jola demonstruje całkowicie własny, bardzo dynamiczny i pełen emocji wokal, do którego Wojtek Cugowski dołożył równie ekspresyjne solo gitary.
Całkowicie akustyczne jest zakończenie płyty: utwór Agaty Budzyńskiej (tragicznie zmarłej pieśniarki rodem z Lubartowa) „Gdy smutno”, z partią wiolonczeli w wykonaniu zaproszonej na sesję Magdaleny Mazur i z klasycznie brzmiącym fortepianem, do jakiego przyzwyczaił nas Piotr Selim. Instrumentaliści ci kończą utwór motywem walca, wtórując wokalizom Joli.

Średnie tempo reprezentują utwory takie jak „Zaproszenie do piosenki” o bardzo chwytliwej melodii, podkreślonej partią altówki, a także „Herbata z cytryną” (jedyny utwór, który znaliśmy wcześniej, z akustycznego debiutu Federacji „Na żywo w Hadesie”, 1999), w której zachwyca unisono altówki i gitary. Do grupy tej zalicza się również „Film”, utwór Jacka Musiatowicza, w którym znów dominuje altówka.

Są także na tej płycie utwory zdecydowanie szybsze, intensywne, bezdyskusyjnie rockowe: „Mój nie mój” z gitarą zahaczającą wręcz o thrash, a także „Odludny pociąg”, rytmiką doskonale imitujący podróż tym środkiem lokomocji. W tym miejscu słowa uznania dla solidnego basisty – Krzysztofa Nowaka i jego pracy w tym utworze. W grupie tej mieści się także przebojowe, funk-rockowe „Imperium intymności”, które rok później Federacja utrwaliła na pierwszej „elektrycznej” płycie i z którego zaczerpnęła tytuł dla tego wydawnictwa, opublikowanego w 2004 r.

Oddzielną klasę stanowi pastiszowy utwór „Gzy”, w którym muzycy sprawnie oddają klimat muzyki westernowej, adekwatny do tekstu posługującego się amerykańskimi realiami. Piosenka ta jest także wyjątkiem dla Joli – o ile we wszystkich pozostałych utworach wokalistka śpiewa w sposób bardzo zdyscyplinowany, bez ozdobników i popisywania się możliwościami – tu pozwoliła sobie na teatralną interpretację. Nie należy jednak wyciągać pochopnego wniosku, iż artystka śpiewa w sposób nudny i bezbarwny. Jola Sip dysponuje głosem o bardzo ciekawej barwie, głębokim, zmysłowym altem z minimalną domieszką chrypki, która to domieszka jest niczym dobrze wyważona porcja soli i pieprzu w potrawie. Wokalistka, świadoma swoich możliwości, nie popisuje się techniką i możliwościami na zasadzie „sztuka dla sztuki”, tylko skaluje swój głos odpowiednio do muzyki i tekstu. Najlepszymi tego przykładami są wspomniane już zmiany dynamiki w „Chodź do mnie wodo” oraz w „Mój nie mój”, półsenne snucie opowieści w „Barmanioli” i „Balladzie przedpokojowej” a także dynamiczny śpiew w „Imperium intymności” i „Odludnym pociągu”.

Słowo „o słowie” – słuchając tekstów Jana Kondraka można zadumać się nad tym, jak bardzo mężczyzna ten przeniknął kobiecą psychikę, a przy tym potrafi budować ciekawe „przypadki” i opowieści na nich oparte. Historie zawarte w „Mój, nie mój” (związek z żonatym mężczyzną), „Aniele u poduszki” (tęsknota za odwzajemnionym uczuciem) czy „Chodź do mnie wodo” (podobnie – tęsknota za uczuciem) – teoretycznie mogłyby wyjść wyłącznie spod pióra i palców kobiety. To samo dotyczy „Odludnego pociągu” czy tytułowego „A poza tym …” A jednak wyszły od Jana Kondraka. Warto dodać, że teksty Agaty Budzyńskiej (co oczywiste) i Jacka Musiatowicza (co dużo mniej oczywiste) dobrze wpasowują się w klimat zbudowany przez głównego twórcę repertuaru.

Truizmem jest stwierdzenie, iż na wartość artystyczną tego wydawnictwa składają się wszystkie składniki (czytaj: wszystkie talenty): Jolki – wokalistki – interpretatorki, Jana Kondraka – twórcy repertuaru oraz muzyków akompaniujących. A także wspomnianego Piotra Bańki – realizatora nagrań. Niemniej tak wypada właśnie podsumować tę płytę. Krążek robi wrażenie od pierwszego przesłuchania, zarówno na płaszczyźnie artystycznej jak i technicznej, zaś po kilku takich „zabiegach” niektóre jego fragmenty wchodzą na dłużej do pamięci. A jeśli o wszystkich walorach mówimy, to należy też zauważyć urodę okładki i krążka, w tym zdjęć Joli.

Żal, że materiał ten przeleżał ponad dekadę bez kontaktu z odbiorcą. Jednocześnie jednak należy cieszyć się, że wreszcie ujrzał światło dzienne. Płyta nie ma dużego nakładu, a jej dystrybucja opiera się na sprzedaży bezpośredniej. Toteż zainteresowanych odsyłam na adres mailowy Joli: jsip@o2.pl, a także na koncerty: Joli oraz Federacji, albowiem są one również miejscem sprzedaży płyt zespołu oraz solowych wydawnictw jego członków.

W czerwcu miał miejsce w Lublinie koncert promujący to wydawnictwo. Fotorelacja z niego znajduje się pod adresem:

https://picasaweb.google.com/110588462330432136861/APozaTymJolkaSipDomKulturyLSMLublinUlWallenroda15062012

W serwisie youtube zaś znajduje się zaś kilka utworów z tego koncertu oraz (co ważniejsze) – wideoklip ilustrujący „Barmaniolę:

Sławek Kuśmierz